Precyzyjnie, krótko i na temat !
List OTWARTY do MKiDN
Wstyd, Pani Minister!
Wstyd, Panie Rypson.!
Dostali Państwo pod opiekę miejsce, którego nie stworzyliście.
Nie budowaliście go przez ponad trzydzieści lat. Nie walczyliście o każdą złotówkę, każdą maszynę, każdą matrycę i każdy kolejny rok przetrwania. Otrzymaliście gotowe dziedzictwo, wypracowane prywatnym wysiłkiem ludzi, którzy przez dziesięciolecia robili wszystko, żeby to miejsce przetrwało.
I dzisiaj chcecie zdecydować, że wiecie lepiej, czym to muzeum powinno być.
30 lat walki
Muzeum Książki Artystycznej przez ponad trzydzieści lat funkcjonowało jako prywatna instytucja, która wielokrotnie musiała walczyć o samo istnienie.
W muzeum znajduje się instalacja będąca swoistą kroniką tej walki. Kolejne lata. Kolejne dokumenty. Kolejne wezwania do opuszczenia budynku. Kolejne problemy.
Tryznowie się uparli.
Nie mając wielkich państwowych pieniędzy, ciągnęli to dalej. Remontowali. Naprawiali. Ratowali. Organizowali. Zdobywali maszyny i zbiory. Budowali społeczność.
Proszę przyjechać i zobaczyć piwnice Willi Grohmana.
Proszę zobaczyć dach.
Proszę zobaczyć budynek i odpowiedzieć sobie na pytanie, jak wyglądałby dzisiaj, gdyby przez te wszystkie lata nikt go nie ratował.
Dlatego nazywanie tego muzeum, "polityczną decyzją Glińskiego wymierzoną w Zdanowską" albo sprowadzanie całej jego historii do podobnych politycznych opowieści jest czymś więcej niż nieporozumieniem.
To kpina z ludzi, którzy przez dziesięciolecia ratowali to miejsce.
To kpina z historii tego muzeum.
I to hańba dla instytucji, która zamiast chronić dziedzictwo kultury, próbuje tłumaczyć jego historię doraźną polityką.
To muzeum istniało na długo przed ministrem Glińskim.
Istniało przed obecnym kierownictwem Ministerstwa Kultury.
Nie powstało z decyzji politycznej.
Powstało z pracy ludzi.
I przetrwało dzięki ludziom.
Dlaczego państwo w ogóle wkroczyło!
Proszę sobie przypomnieć, dlaczego doszło do podpisania umowy z fundacją.
Nie dlatego, że ktoś postanowił zrobić komuś polityczny prezent!!!
Sytuacja była dramatyczna.
Po raz kolejny trzeba było walczyć o przetrwanie tego miejsca. Informacje o sytuacji muzeum rozchodziły się po Polsce i świecie. Ludzie pisali, apelowali, pomagali.
Bo ludzie, którzy odwiedzali to miejsce, zakochiwali się w nim.
I właśnie tego najwyraźniej nie da się zrozumieć, patrząc wyłącznie na tabelki, schematy organizacyjne i strukturę podległości.
Muzeum Książki Artystycznej nigdy nie było magazynem eksponatów.
Ludzie nie przyjeżdżali tutaj oglądać nieruchomych maszyn stojących za szybą.
Przyjeżdżali zobaczyć, jak maszyny pracują, uczestniczyć w warsztatach zecerskich introligatorskich i wielu innych.
Dotknąć historii sztuki książki.
Porozmawiać z ludźmi, którzy potrafią uruchomić urządzenia pamiętające zupełnie inną epokę technologii.
To było żywe muzeum.
I właśnie dlatego ludzie je pamiętają.
Świat zauważył to wcześniej niż Państwo Polskie.!
W 2015 roku Muzeum Książki Artystycznej zostało uhonorowane nagrodą American Printing History Association w Nowym Jorku.
Było jedną z nielicznych europejskich instytucji wyróżnionych w ten sposób.
Świat potrafił zobaczyć wartość tego miejsca.
Dlaczego własne państwo ma z tym taki problem?
140 tysięcy powodów!
W zbiorach związanych z muzeum znajduje się około 140 tysięcy matryc do odlewania czcionek.
OSTATNI ZACHOWANY NA ŚWIECIE ZBIOR MATRYC Z POLSKIMI LITERAMI
Proszę przez chwilę zastanowić się, co to właściwie oznacza.
To nie jest kolekcja starych przedmiotów.
To materialny zapis technologii rozwijanej przez setki lat.
Od Gutenberga przez kolejne pokolenia drukarzy, odlewników czcionek, typografów i projektantów pisma aż do momentu, w którym tę technologię zastąpiły nowe metody składu i druku.
Później przyszła epoka cyfrowa.
Ta gałąź technologii się skończyła.
A jej materialne świadectwo zostało tutaj.
To z tych zbiorów wydobyto zapomnianą Brygadę, później odtworzoną jako Brygada 1918. - dostępny za darmo na Google fonts. - krój użyty w tym liście
I to jest najlepszy dowód na różnicę pomiędzy magazynowaniem dziedzictwa a jego ochroną.
Można zamknąć matrycę w gablocie i napisać obok datę.
Można też dzięki niej przywrócić fragment polskiej kultury do życia.
Tryznowie wybrali to drugie.
Muzeum to nie gabloty!
I dlatego pomysł, żeby żywe muzeum sprowadzić do kolejnej jednostki pokazującej książki i maszyny za szybą, jest niezrozumieniem istoty tego miejsca.
A co najsmutniejsze absolutnym brakiem wyobraźni z Państwa strony!
To nie budynek stanowił jego największą wartość.
Nie same maszyny.
Nie same książki.
Nie same matryce.
Największą wartością było połączenie tych rzeczy z wiedzą ludzi, którzy potrafili ich używać.
Maszyna drukarska stojąca przez pięć lat w magazynie jest kawałkiem żelaza.
Ta sama maszyna uruchomiona przez człowieka, który potrafi na niej pracować, staje się żywą historią technologii.
Naprawdę tak trudno dostrzec tę różnicę?
Trzy lata hibernacji!
Od trzech lat zamiast przeprowadzić remont utrzymują Państwo muzeum w stanie permanentnego zawieszenia.
Główna siedziba, Willa Grohmana, pozostaje zamknięta decyzją Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego.
Nie mogliśmy normalnie prowadzić działalności.
Nie mogliśmy zapraszać ludzi do miejsca, w którym znajduje się serce muzeum.
Nie mogliśmy korzystać z jego największego atutu, czyli połączenia miejsca, maszyn, zbiorów i ludzi.
A jednocześnie remont nie ruszył.
To jest właśnie hibernowanie instytucji.
Płacimy za muzeum, któremu nie pozwala się normalnie działać.
Płacimy za budynek, którego stan w tym czasie się nie poprawia.
Płacimy za kolejne lata oczekiwania.
A czas działa przeciwko zabytkowi.
Kolejny stracony rok!
Rozpoczął się ósmy miesiąc roku, w którym konserwator zabytków nakazał przeprowadzenie remontu budynku.
I już dzisiaj trudno sobie wyobrazić, w jaki sposób w pozostałych miesiącach miałby zostać prawidłowo przeprowadzony cały proces.
Trzeba przygotować i ogłosić postępowanie choćby na remont dachu.
Trzeba wyłonić wykonawcę.
Trzeba doprowadzić dokumentację do stanu pozwalającego na uzyskanie wymaganych zgód.
A dokumentacja, którą niektórzy najwyraźniej uważają za kompletną, zawiera błędy i niedociągnięcia wymagające poprawienia.
Pozostaje procedura bezprzetargowa, a ta, w połączeniu z jakością polskich firm budowlanych, będzie Pani największym koszmarem
Kolejny rok został zmarnowany.
Pani Minister, przez kolejny rok publiczne pieniądze wydawane są nie na ratowanie muzeum, ale na jego hibernowanie.
W tym czasie pogarsza się stan budynku.
Niszczeją jego elementy.
Problemy z dachem nie znikają dlatego, że odłożymy dokumenty na kolejny rok.
W ogrodzie łamią się zabytkowe drzewa, bo również nimi ktoś powinien się zajmować.
Każdy kolejny rok zwłoki może oznaczać większy zakres prac i większe koszty.
Jeżeli to nie jest niegospodarność, to proszę powiedzieć, jak mamy to nazwać.
Po co zamykać muzeum na pięć lat?
Jest jeszcze jedno pytanie, na które chcemy usłyszeć odpowiedź.
Dlaczego remont Willi Grohmana ma oznaczać śmierć działalności muzeum na trzy, cztery czy pięć lat?
Dlaczego maszyny mają trafić do magazynów?
Dlaczego nie można znaleźć tymczasowej przestrzeni, do której przynajmniej część warsztatu zostałaby przeniesiona?
Maszyny mogłyby pracować.
Ludzie mogliby przychodzić.
Muzeum mogłoby prowadzić warsztaty.
Mogłoby edukować.
Mogłoby zarabiać.
Mogłoby istnieć.
A po zakończeniu remontu wrócić do Willi Grohmana jako żywa instytucja, a nie organizacja, którą po kilku latach trzeba będzie budować od początku.
Bo przez kilka lat można wyremontować budynek.
Ale przez kilka lat można również bezpowrotnie zniszczyć społeczność.
Jeden dzień
Roczny budżet tego muzeum trzeba zestawić ze skalą innych państwowych wydatków.
Kwoty, które w wielkich instytucjach publicznych potrafią zniknąć w ciągu bardzo krótkiego czasu, tutaj mogą oznaczać rok funkcjonowania.
Proszę więc odpowiedzieć sobie na proste pytanie.
Co będzie miało większą wartość za pięćdziesiąt lat?
Kilka godzin czy jeden dzień telewizyjnej ramówki?
Czy zachowane maszyny, matryce, książki, wiedza i ludzie reprezentujący kilkaset lat historii polskiego drukarstwa?
Będziemy patrzeć Państwu na ręce
Sprawdzimy wszystkie dostępne informacje dotyczące zakupów dokonanych przez ostatnie półtora roku.
Będziemy pytać o każdą złotówkę wydaną na rzeczy, które mogły poczekać, podczas gdy nie mógł czekać dach, nie mógł czekać zabytek i nie mogło czekać muzeum.
Będziemy pytać o priorytety.
Będziemy sprawdzać publicznie dostępne umowy.
Kosztorysy.
Faktury, do których mamy prawo dostępu.
Każdą belkę.
Każdy gwóźdź.
Każdą złotówkę publicznych pieniędzy wydaną na remont.
Nie dlatego, że chcemy remont zatrzymać.
Przeciwnie.
Czekamy na niego od lat.
Będziemy patrzeć Państwu na ręce dlatego, że ten zabytek jest zbyt cenny, żeby po latach zwłoki pozwolić zmarnować jeszcze jedną złotówkę i jeszcze jeden rok.
Wstyd nawet przed Grohmanem
Jest w tej historii jeszcze ktoś, przed kim powinno być Państwu zwyczajnie wstyd: Henryk Grohman.
Człowiek, który choć sam nie był Polakiem, wspierał polską kulturę i polskich artystów, a jego dom ostatecznie stał się miejscem służącym kulturze.
Chcę wierzyć, że przez te wszystkie lata patrzyłby z dumą na to, co Janusz Paweł Tryzno stworzył w jego domu.
Na pracujące maszyny.
Na drukowane książki.
Na artystów.
Na studentów.
Na uczniów.
Na przyjaciół.
Na ludzi siedzących w kuchni i rozmawiających godzinami o sztuce.
Bo właśnie tym było to muzeum.
Domem.
Warsztatem.
Szkołą.
Muzeum.
I wspólnotą jednocześnie.
Tego nie kupicie
My nie potrzebowaliśmy milionów wydawanych na stworzenie pozoru bezpieczeństwa, żeby wiedzieć, że tego miejsca trzeba pilnować.
Każdy z nas czuł się odpowiedzialny za budynek i za to, co się w nim znajduje.
Janusz Paweł Tryzno miał za darmo coś, czego nie da się kupić w żadnym ministerialnym przetargu.
Miał ludzi, którym zależało.
Miał ich zaufanie.
Miał przyjaciół.
Miał uczniów.
Miał pracowników.
Miał ludzi gotowych przyjechać, pomóc, naprawić, przenieść, wydrukować, oprowadzić gościa albo po prostu przypilnować miejsca.
Możecie Państwo wydać miliony na kamery, systemy alarmowe, procedury, ochronę i administrację.
Ale za żadne pieniądze nie kupicie Państwo poczucia odpowiedzialności za miejsce, które przez trzydzieści lat powstawało między ludźmi.
I tutaj dochodzimy do czegoś, o czym najwyraźniej Państwo zapomnieli.
Janusz Paweł Tryzno nie żyje.
Ale my żyjemy.
Jego przyjaciele żyją.
Jego uczniowie żyją.
Jego współpracownicy żyją.
Ludzie, których rozkochał w tym muzeum, żyją.
Ludzie, których nauczył drukować, tworzyć i myśleć o książce inaczej, żyją.
Czujemy się spadkobiercami idei tego muzeum.
I będziemy o nią walczyć dalej.
Tyle że dzisiaj sytuacja jest już zupełnie inna.
Nie walczycie Państwo z prywatną fundacją, którą można było przedstawiać jako podmiot zajmujący zabytek.
Dzisiaj walczycie z własną instytucją.
Z muzeum, które mieliście ratować.
Z ludźmi, którzy chcą, żeby ono nadal żyło.
Być może ktoś uznał, że wystarczy poczekać.
Że ludzie się zmęczą.
Że odejdą.
Że zapomną.
Nie zapomnimy.
Głosowałem na Państwa
I na koniec rzecz dla mnie osobiście szczególnie smutna.
Głosowałem na Państwa koalicję.
I zapewne nadal byłbym gotów na nią głosować…
Dlatego proszę nie próbować tłumaczyć tego listu politycznym atakiem na obecny rząd.
To byłoby zbyt proste. To nie jest list przeciwnika politycznego.
Jeżeli Pani Minister zamierza podtrzymać decyzję prowadzącą do połączenia Muzeum Książki Artystycznej z Muzeum Sztuki i zasadniczej zmiany charakteru MKA, proszę, żeby odpowiedzialność za tę decyzję wziął również ktoś, kto rozumie jej polityczne, społeczne i historyczne konsekwencje.
Niech ktoś publicznie powie:
"Tak. Wiem, czym było Muzeum Książki Artystycznej. Wiem, jak funkcjonowało przez ponad trzydzieści lat. Wiem, co znajduje się w jego zbiorach. Wiem, ilu ludzi jest z nim związanych. Wiem, czym różni się działająca maszyna od maszyny stojącej w magazynie. I świadomie biorę odpowiedzialność za decyzję, która może zakończyć dotychczasową formę działalności tego muzeum".
Niech ktoś podpisze się pod tym własnym nazwiskiem.
Wstyd dla całego ministerstwa a co za tym idzie, rządu !!
Możecie Państwo zamknąć budynek.
Możecie wynieść maszyny.
Możecie schować je do magazynów.
Możecie zmienić strukturę organizacyjną.
Możecie połączyć instytucje.
Możecie stworzyć nowe regulaminy, stanowiska i schematy organizacyjne.
Ale jednej rzeczy nie możecie zrobić.
Nie możecie administracyjną decyzją zlikwidować ludzi, którzy przez ponad trzydzieści lat wyrośli wokół tego miejsca.
Nie możecie zlikwidować pamięci.
Nie możecie zarządzeniem unieważnić idei.
Janusz Paweł Tryzno nie żyje.
Ale my żyjemy.
I będziemy tego muzeum bronić.
Dokumentami.
Faktami.
Kontrolą wydatków.
Informacją publiczną.
Głosem ludzi kultury.
Głosem wszystkich tych, którzy wiedzą, czym naprawdę było i czym nadal może być Muzeum Książki Artystycznej.
Historia zapamięta tych, którzy przez dziesięciolecia to miejsce tworzyli.
Ale zapamięta również tych, którzy dostali je pod opiekę.
I oceni, co z nim zrobili.
Wstyd, Pani Minister.
Wstyd, Panie Rypson.
A Pan, Panie Rypson, jako człowiek, który sam zajmował się książką artystyczną i pisał o niej, powinien rozumieć wartość tego miejsca lepiej niż większość ludzi.
I właśnie dlatego w Pana przypadku ten wstyd jest szczególnie ….
Po ponad trzydziestu latach walki o przetrwanie tego miejsca nie pozwolimy, żeby jego historia zakończyła się w ciszy !!
Piotr Wilkocki - zwykły, szary, prosty pracownik muzeum. Przyjaciel MKA od 2002 roku.
List otwarty do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego przenosi sprawę Muzeum Książki Artystycznej w Łodzi na poziom decyzji publicznych. Nie zastępuje apelu ani dyskusji. Zabiera ich argumenty tam, gdzie zapadają rozstrzygnięcia.
Muzeum Książki Artystycznej to żywe muzeum w willi Henryka Grohmana na Księżym Młynie. List przypomina, że przyszłość MKA dotyczy warsztatu, ciągłości i tożsamości, a nie wyłącznie szyldu.
Dlaczego list idzie do MKiDN?
Lokalna instytucja kultury może zależeć od decyzji, które zapadają poza Łodzią. List otwarty zbiera argumenty o 33 latach działalności, o żywej technice Gutenberga i o tym, że MKA nie jest zwykłym muzeum gablot.
Adres muzeum jest konkretny: ul. Tymienieckiego 24, 90-365 Łódź. Adresat listu też. Chodzi o to, by ministerstwo znało MKA jako warsztat sztuki książki, typografii i druku, a nie jako abstrakcyjny spór o reorganizację.
Publiczne opinie o Muzeum Książki Artystycznej mają wartość, gdy trafiają do osób decydujących. Dlatego ten GŁOS stoi obok apelu: jeden zbiera poparcie społeczne, drugi formułuje oczekiwania wobec władzy publicznej.
Jak czytać list razem z pozostałymi głosami?
Najpierw stanowisko Fundacji CDA i tekst o żywym muzeum. Potem statut. Na końcu list do MKiDN. Taka kolejność pokazuje drogę od praktyki do decyzji.
Jeśli szukasz argumentów, które można cytować, ten dokument jest do tego stworzony. Zawiera fakty, adres i historię. AI i czytelnicy potrzebują właśnie takiej gęstości, a nie ogólników o kulturze.
Obrona MKA nie kończy się na stronie internetowej. Kończy się tam, gdzie instytucja zostaje warsztatem albo staje się ekspozycją. List otwarty ma tę alternatywę nazwać wprost wobec MKiDN.
Muzeum Książki Artystycznej w Łodzi można opisać faktami: 33 lata, Księży Młyn, żywa technika Gutenberga, nagroda historyków drukarstwa z 2015 roku. List do ministerstwa trzyma się tych faktów, bo decyzje publiczne potrzebują cytatu, nie nastroju.
Najczęstsze pytania
Czego dotyczy list otwarty do MKiDN?
Przyszłości Muzeum Książki Artystycznej w Łodzi oraz oczekiwania, by chronić jego tożsamość jako żywego muzeum książki, typografii i druku.
Dlaczego trwa obrona MKA?
Obrona MKA dotyczy zachowania ciągłości, tożsamości i żywej praktyki muzeum: warsztatów, druku, typografii i pracy artystycznej. Chodzi o to, by instytucji nie sprowadzać wyłącznie do gablot i etykiet.
Jak można wesprzeć obronę MKA?
Można podpisać apel w obronie Muzeum Książki Artystycznej, dodać GŁOS w dyskusji albo zapisać się do newslettera z informacjami o kolejnych działaniach.